When Battosai come to my town...

Seyren zakasała rękawy, hoho! XD
No cóż, myślałam ostatnio nad resetem naszego RPG'a... Pogadam z Indrani, zobaczę, co ona na to ^^ Nie chcę się sama tutaj "rządzić" XD Na wszelki wypadek, wszyscy dotychczasowi gracze, którzy dalej chcą brać udział w naszym RPG, niech wyślą do mnie maila ( seyren@wp.pl ) A o podjętej decyzji na pewno wszystkich chętnych powiadomię ^-^ Pozdrawiam XD

Napisał/a Zmiany? 2006-01-12 23:05:41
||skomentuj (5)

Aoshi miotał się po ulicach Tokyo, rozmyślając nad tym, co usłyszał poprzedniego wieczora. Nie mieściło mu się to w głowie. To, co powiedziała Misao, kłóciło się z tym, co bezpośrednio mówiła jemu i co robiła. Słońce wynurzyło się zza horyzontu. ,,A więc już świta?" pomyślał, unosząc brwi. Całą noc przełaził, nie śpiąc ani minuty. Ale co tam. I tak by nie zasnął. To, co teraz się w nim działo, było niezrozumiałe nawet dla niego. Mimo to tradycyjnie nie miało owo wydarzenie odzwierciedlenia w wyrazie jego twarzy. Idealnie ukrywał emocje. Nagle poczuł drżenie ziemi. Ktoś biegł w jego stronę. Położył dłoń na rękojeści miecza, nie zmieniając pozycji.
Misao, jak zwykle co rano, biegła opuszczoną, leśną drogą, nie zwróciwszy jednak uwagi na ciemną postać, stojącą jej na drodze. Usłyszała cichy świst miecza, tuż przed jej twarzą; wpadłwszy na nieznajomego przewróciła ich oboje. Usiadła, dość niefortunnie, bo okrakiem na owej osobie, masując szyję.
- Nyaaa... - mruknęła, prychając. - Matko, ludzie ślepi czy co?
- Tez nad tym się zastanawiam. - odpowiedział ponuro Aoshi, nie bardzo zadowolony, że właśnie ktoś go przewrócił (niekontent z tego powodu XDDD -dop. Seyren). O dziwo, na jego twarzy pojawił się niekontrolowany rumieniec.
Czarnowłosa, gdy dobiegł ją głos Shinomoriego, spojrzała w dół; pojawił się zmieszany, po części jednak wściekły wyraz twarzy.
- Aoshi? @_@ - przechyliła się do tyłu, upadając na ziemię.
- No... Na to wygląda. - odpowiedział krótko, podnosząc się z ziemi i otrzepując zakurzony płaszcz.
- Co ty tutaj robisz? Znaczy... Co pan tutaj robi? - Makimachi również wstała, przeklinając w duchu, iż czarnowłosy jest taki wysoki. - Codziennie tędy przebiegam, a jeszcze nigdy pana tu nie widziałam.
- Co nie znaczy, że nie mogę tędy spacerować. - rzekł chłodno, chowając miecz. - Może tu być niebezpiecznie...Głupio z twojej strony samej się tu kręcić.
- Jakoś mi to jeszcze nigdy nie przeszkadzało. Nie trzeba sie martwić o mnie, umiem sobie radzić. - dziewczyna spojrzała mu na krótką chwilę w oczy.
- Nie chcę więcej się za ciebie wstydzić... - odwrócił wzrok. Minął Misao, wykonując kilka kroków przed siebie.
Brązowooka była zła. Człowiek, który w jej sercu zajmował szczególne miejsce, pragnie to zniszczyć, depcząc po jej ambicji. Traktował ją gorzej niż wroga, jakby wogóle nie istniała! Zacisnęła pięści, powstrzymując swoją frustrację, by nie uderzyć Aoshiego (jaka ona beee XD -dop. Seyren).
Shinomori szedł bardzo powoli. Mógłby się odwrócić, przeprosić. Przecież nie chciał jej zranić. Ale tak będzie najłatwiej... Kiedy odejdzie z jej życia na zawsze. Nagle usłyszał szuranie kamieni. Odwrócił głowę i zobaczył w cieniu drzew nieznanego mu mężczyznę. W dłoni trzymał pistolet i celował w Misao. Rozległ się odgłos wystrzału. Aoshi niewiele myśląc, w ułamku sekundy zdąrzył zasłonić sobą Misao. Kula ze świstem wbiła mu się kilka centymetrów pod prawą łopatką.
(awww X3 jestem wzruszona, Silver-chan X3 -dop. Seyren) (dramat się tworzy XD -dop. Silver) (nyo XDDD cudo XD -dop. Seyren) (jakie to romantic XD -dop. Silver) (XDDDD baldzio *.* XD dobra, to ja piszę dalej XD -dop. Seyren) (dawaj, dawaj XD -dop. Silver)
Wystrzał odbił się echem w lesie, tak samo, jak krzyk Misao. Spoglądała w oczy Aoshiego, które z chwili na chwilę stawały sę coraz bardziej puste. Usłyszała czyjeś kroki, postać wyłoniła się zza drzew. Dziewczyna bez wachania złapała za miecz Shinomoriego i zręcznie, w jednej chwili, wbiła go w klatkę piersiową napastnika, który ze stęknięciem uderzył w ziemię (jebs :3).
Czarnowłosy opadł na kolana, sycząc z bólu. Makimachi ujęła jego twarz dłonią, przemawiając do niego spokojnie. Zabrała ostrze, wystające z ciała i pomogła wstać mężczyźnie, ujmując go pod ramię.
- Zaraz... - jęknęła, gdy jej kolana ugięły siępod ciężarem Aoshiego. - Tutaj... Niedaleko... Jest lekarz. - sapnęła.
- Przestań... - powiedział, próbując odzyskać równowagę. To było takie poniżające. Kula utkwiła gdzieś w pobliżu płuca, utrudniajac mu oddychanie. Stanął prosto, odsuwając się o krok od Misao, żeby oprzeć się o drzewo. - Za głupotę się płaci... Zapamiętaj. - powiedział cicho, próbując odzyskać równowagę na chwiejnych nogach. Utrudniały mu to znacznie czarne plamy, pojawiajace się stopniowo przed oczami
Dziewczyna nie wytrzymała.
- Idioto! Nie zgrywaj twardego! Jesteś cholernym, cholernym durniem, myśląc, że zostawię cię w takim stanie samego!
Prychnęła cicho, gwałtownie szarpiąc mężczyznę za rękaw. Tym razem nie napotkała oporu.
- A skoro tak świetnie się czujesz, to nie idź tak wolno, bo się wykrwawisz. - syknęła, przyspieszając kroku.
Czarnowłosy pozwolił się ciągnąć, bo nie mial innego wyjścia. Nie miał siły, żeby stawiać opór. Szedł tam, gdzie prowadziła Misao
- Nie potrzebuję lekarza... - mruknął. (taaa, jasne >XD -dop. Seyren)- Puść mnie... - warknął, widząc, że przechodzą tuż przy Kamiya Dojo.
- Do cholery, nie panikuj. Ulicę obok jest lekarz... - dziewczyna fuknęła głośno, nie zwalniając ani na chwilę.
Ścisnął jej dłoń i uśmiechnął się kpiąco.
- Jaki ja jestem głupi... - powiedział sam do siebie. Nogi miał jak z waty, ale nie przcież może upaść.
Misao zerknęła kątem oka na twarz mężczyzny; jak zwykle chłodną, pozbawioną emocji. Oddychał z wielką trudnością, a plama na plecach powiększała się- dłonie czarnowłosej były pobrudzone krwią, gdy pomagała mu iść.
- Wybaczysz mi? - zapytał nagle, patrząc jej badawczo w oczy, kiedy przystanęli przed drzwiami domu lekarza (teraz z drzew wiśni spadają płatki kwiatów, tararam! XD klimacik się robi zajeboski X3 -dop. Seyren)
Dziewczyna aż podskoczyła na to pytanie. Na jej twarzy wystapił rumieniec.
- Ale... Co miałabym wybaczać? Nie wyrządziłeś mi nigdy żadnej krzywdy...
Aoshi tracił kontakt z rzeczywistością, potarł czoło.
- Traktowałem cię... Jak... Jak wroga... Zraniłem cię. - mówienie sprawiało mu trudność.
Czarnowłosa spojrzała mu prosto w oczy. Po jej policzkach spływały łzy, ale uśmiechała się. Zakrwawioną dłonią dotknęła jego policzka.
- Głupku... Nie przepraszaj... - otworzyła drzwi do domu lekarza, krzycząc. - Doktorze! Szybko!
W tym momencie ciało Aoshiego osunęło się na podłogę.

Silver: Słodkie to *-*
Seyren: Miodzio X3
Silver: To kiedy next? XD
Seyren: Jak najszybciej :3 Koffamy dramaty >X3

Napisał/a Misao & Aoshi 2005-11-29 19:35:10
||skomentuj (5)

Dziewczyna podążała za Kenshinem bez słowa, wbijając wzrok w ziemię. Kamienie, wyłożone na drodze, chrzęściły pod jej ciężarem; dziewczyna w przypływie bezsilnej złości kopnęła jeden z nich- ten, wyrzucony z dużą siłą, uderzył w głowę samuraja (czemu mu się zwykle obrywa? XD Huh, chyba tak się już u nas przyjęło...)
- A to za co? - rudzielec uśmiechnął się lekko, czekając, aż czarnowłosa go dogoni.
- Aj, Ken-san! Gomenasai! - zaśmiała się cicho, starając się zachowywać naturalnie.
- Masz coś przeciwko dłuższemu spacerowi?
- Czemuż by nie? - tylko tego brakowało... Misao chciała położyć się spać... Próbować zapomnieć o swych problemach.
Jeszcze nie tak dawno chciała dowiedzieć się, co tak na prawdę spowodowało, iż jej sensei uratował jej życie. Teraz miała ochotę uderzać głową w ścianę- zmieniła się we wroga... Jej nauczyciel już jej nie ufa...
- Mi-chan? - odezwał się po chwili Himura; znajdwali się na ścieżce, otoczonej zagajnikiem. Samuraj usiadł na poboczu drogi i wskazał, by czarnowłosa zajęła miejsce obok niego. - Chciałbym cię o coś prosić...
- O co chodzi, nya? - panna spojrzała głęboko w jego poważne oczy. - Postaram się pomóc.
- Nie o taką prośbę chodzi... Czy mogłabyś trzymać się od Shinomoriego z daleka?
Dziewczyną wstrząsnął dreszcz.
- Ale... Co się stało, Ken-san?
- Boję się... Nie tylko o Kaoru czy Yahiko, ale także o ciebie. Widzę, że nadal łączy cię z Aoshim bliska więź- ale nie chcę, by skończyła się ona tragedią. Nie mogę się rozdwoić, by chronić was wszystkich.
Czarnowłosa spuściła głowę; kłębiło się w niej tyle myśli... Marzyła, by wszystko było w porządku, ale owy porządek właśnie wymykał się spod kontroli.
- Czemu... Nie rozumiesz, że trudno jest się odciąć od tego, co było? - drobne łzy spływały po jej policzku.
- Chyba najlepiej wiem, o co ci chodzi... Przeszłość, która napiętnowała mnie do kresu mego życia...
Samuraj objął płaczącą dziewczynę ramieniem. Próbował ją pocieszyć, lecz gdy uchwycił jej smutny, zmęczony wzrok, przyszło mu do głowy dziwne, w jego mniemaniu, pytanie.
- Misao-chan... Co tak naprawdę łączy cię z Aoshim?
Czarnowłosa przestała chlipać pod nosem, spoglądając, nieco wystraszona, na Himurę.
Sama nie zastanawiała się nad tym zbytnio... Ale... Coś, co ich łączy... Czy to była więź po między uczennicą a nauczycielem?
- Misao, czy ty kochasz Aoshiego? - Kenshin uniósł lekko jej twarz.
- Ja... Sama nie wiem, czy to na pewno... - spoglądający na nią samuraj znów przypomniał jej sposób, w jaki wbijał w nią wzrok Shinomori, ocierając krwawiącą wargę. Był taki delikatny, tak ciepły... Tak czuły, gdy na nią patrzył... Byli tak blisko siebie...
- Misao?
- Ja... Kenshin... - pod wpływem rosnących emocji dziewczyna znów zaczęła płakać; wtuliła się w ramię rudowłosego. - Ja... Ja kocham Aoshi-sama! - powiedziała to głośno, wyraźnie; wyrzuciła z siebie to, co czuła... Zrozumiała wreszcie... Uczucia tłumiła w sobie od dawna- nie potrafiła, jak i nie miała odwagi, by mysleć, że mogłaby... A jednak.
- Rozumiem... Ale proszę, bądź ostrożna... - Himura uśmiechnął się do niej, ocierając skrawkiem stroju jej policzki.

Misao, jak i Kenshin, nie zdawali sobie sprawy z jednego faktu- Shinomori śledził ich od dawna, niczym cień; skryty w mroku pobliskich drzew, przysłuchiwał się rozmowie.
- Ja... Ja kocham Aoshi-sama!
Krzyk czarnowłosej przebiegł go dreszczem. Był zdziwiony... Nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy...
Jego twarz pozostała jednak niezmącona, z twardym obliczem i stoicko spokojnym wzrokiem. Mężczyzna przeczesał dłonią swoje włosy i zniknął w ciemnościach nocy... Z dziwnym niepokojem w sercu.

Napisał/a Misao 2005-09-03 21:59:45
||skomentuj (8)

Księżyc pojawił się na tafli rzeki, która tego wieczora była bardzo spokojna. Misao, siedząc na brzegu, bawiła się zerwanymi źdźbłami traw.
- Głupia... Myślałaś, że go to choć trochę ruszy? - zbeształa samą siebie, wstając. Nagle uderzyła w coś za swymi plecami- koidachi... Miecz trzasnął głucho.
- Nie śpisz jeszcze...? - usłyszała za sobą znajomy głos, którego ton wcale nie wskazywał na to, żeby rozmówca choć trochę się tym interesował.
- Aoshi... - Misao zmieniła nagle ton. - Za długo musiałam czekać, byś przyszedł.
- Mam inne zmartwienia... - odpowiedział.
- Czy zawsze zmaierzasz tak zbywać ludzi, panie Shinomori? - dziewczyna wyprostowała się i spojrzała mężczyźnie głęboko w oczy. - Kierowało tobą coś, czego nie chcesz ukazać. A ja chcę się dowiedzieć, co to było.
- Nie bądź śmieszna. - prychnął. - Co sugerujesz, Makimachi? Wstyd mi, że tak cię wychowałem...
- Pańskie wychowanie można poddać próbie. - czarnowłosa zawachała się, wiedząc, iż brzmiało to zbyt wyzywająco. Lecz nie zamierzała się poddać. - A moje śmieszne zachowanie to pewnie też twoja szkoła- bo czyja inna?
Zmarszczył brwii.
-Nie nauczyłem cię bratania się z wrogiem..I nie mysl sobie, że wolno ci więcej niż w rzeczywistości... - odwrócił sie od niej plecami i zrobił krok do przodu
- A więc zamiast rozmowy, przemówi broń, tak? Taki jest sposób Aoshiego Shinomori? - krzyknęła Misao, wyciągając swoje kunai'e.
Aoshi schował miecz i zatrzymał się.
- Skończ już...
- Ja mam skończyć? - prychnęła, opuszczając ręce- jednak sztylety wciąż błyskały w jej dłoniach. - Nie rozumiem, co złego jest w mówieniu o tym, że pomogło się swojej wychowance.
- Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć.
- A ja nie mam zamiaru bezmyślnie dyskutować o pańskich zachamowaniach. - Misao spojrzała bacznie na swego nauczyciela. - Nie wiedziałam, że jesteś tak uparty. Wedle prośby, kończę...
Dziewczyna, nieco zszokowana własnymi słowami, zagryzła wargę- jednak zbyt mocno; cieniutka strużka krwi popłynęła z przekłutej skóry.
- Głupia...- wyciągnął z kieszeni chustkę(obie nie wiemy, skąd ją wytrzasnął X_x), podszedł i delikatnie otarł krew. Przez chwilę patrzył na nią ciepło, jak ojciec na córkę... Lub brat na siostrę... Może było to jeszcze co innego... Nie trwało to jednak długo.
Misao wzdrygnęła się, gdy Aoshi spojrzał na nią. Nie znała takiego spojrzenia... Tak... Nowego, niesamowitego.
- Dziekuję... - dziewczyna odepchnęła lekko jego rekę, starając się unikać jego wzroku.
Mężczyzna minął ją i usiadł na brzegu. Wyraz jego twarzy nie zdradzał zadnych emocji- jak zwykle. Miał nadzieję, że Misao odwróci sie i odejdzie nie zadając więcej pytań. Tak byłoby łatwiej...
Czarnowłosa czuła się nieswojo. Z jednej strony, nie chciała zostawiać Aoshiego samego;natomiast z drugiej strony, miała ochotę wykrzyczeć mu wszystko... Uciec. I zapomnieć. Spojrzała na Shinomoriego i westchnęła. Bez słowa usiadła obok. Wpatrując się w taflę, zauważyła odbicie swego nauczyciela, wzrok, skierowany na nią.
- Dlaczego zostałas? - zapytał Aoshi.
- A coś w tym złego? - najeżyła się Misao, natychmiastowo łagodniejąc. Zaczęła wpatrywać się w księżyc. - Można powiedzieć, że nie lubię zostawiać niedokończonych spraw. Poza tym... Widok... Widok ciebie, tak dziwnie smutnego... Po prostu nie mogę sobie z tym poradzić. Nie chcę być twoim przeciwnikiem...
- Skąd pomysł, że jestem smutny...? - zapytał, przybierając znowu swoj zwykły, lodowaty ton. Nie chciał się przyznać, ale to, że Misao przeszła na stronę wroga trochę go zapiekło(i tu koza pochowana XDDD).
- Żadko miewasz aż tak straszny wyraz twarzy. - mimowolnie Makimachi uśmiechnęła się. - Jestem ci wdzięczna... Nie kazałeś mi odejść.
- A powinienem... - odpowiedział, nie siląc się na jakiekolwiek wytłumaczenie. - Teoretycznie(właśnie! teoretycznie panie Shinomori! >XD) jesteś teraz przeciwko mnie...
- Naprawdę tak myślisz? Uważałam, robiłam wszystko, byś tak nie pomyślał... - uśmiechnęła się do niego, jakby miała dość jakiegoś niewyobrażalnego ciężaru.
Aoshi nie odpowiedział. Gwałtownie zerwał się z ziemi i dobył miecza. Odwrócił się twarzą do drogi. Ktoś szedł w ich stronę. Z ciemnosci wyłonił sie Himura Kenshin
- Aoshi-sama... - dziewczyna złapała go za rękę, natychmiast żałując tego posunięcia. Rzucił jej nienawistne spojrzenie. - Kenshin mnie szukał, zrozum...
Czarnowłosa czuła się okropnie. Samuraj, trzymając za klingę katany, podszedł bliżej i uśmiechnął się do niej. Misao puściła dłoń mężczyzny. I rzuciła się mu na szyję.
Przez chwilę nie reagował, wpatrując się tępo w twarz Himury.
- A więc jednak... - szepnął i przez jego twarz przemknął grymas bólu. Odepchnął Misao. - Wracaj do domu...
Dziewczyna posłała mu niemalże płaczliwe spojrzenie i odwróciła się na pięcie.
- Tak będzie lepiej... - szepnęła na pożegnanie i podbiegła do Himury.
W drodze powrotnej nie odwróciła się ani razu- dobrze wiedziała, że wtedy płakałaby; a nie chciała, by tak się stało...
***
I tak optymistycznym akcentem kończymy tą nocię ^^ Z komunistycznym pozdrowieniem rozłancza się Silver i Seyren- autorka tych głupkowatych dopisów >XD!
***

Napisał/a Misao & Aoshi 2005-08-25 19:46:43
||skomentuj (6)

Czarnowłosa, nieco zaskoczona, spojrzała na Shinomoriego.
"Nie przekazali karteczki Kenshinowi... Aoshi-sama pewnie myśli, że się z niego nabijają..." Natychmiastowo podjęła decyzję; wbiegła do dojo, porwała w pędzie świstek papieru i nabazgrała krótką wiadomość. Z identycznym pośpiechem wypadła zza drzwi. Jej kroki stały się nieco wolniejsze, lecz bardziej swobodne i lekkie. Odetchnęła parę razy i, przechodząc obok Aoshiego, włożyła w jego dłoń wiadomość. Przeszedł ją dreszcz, gdy dotknęła jego zimnej ręki. Nie uraczając mężczyzny nawet spojrzeniem, ruszyła w stronę rzeki, rzucając się natychmiastowo w bieg.
"Najpierw wyjaśnisz mi, dlaczego..."

Wiadomość, brzmiąca nieco jak wyzwanie...
-Jeśli trzeba będzie się bronić, zrobię to. - mrukneła Misao, kierując się na drogę, prowadzącą wzdłuż rzeki. Miała nadzieję, że Aoshi-sama zrozumie jej intencje; bądź co bądź, "przystała do wroga" swego sensei.
- To przyjaciele... I skoro Ken-san jest w stanie nas bronić, ja nie pozostanę dłużna. Nie będę stać bezczynnie!
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami... Czarnowłosa była pewna, że słyszy za sobą czyjeś kroki. I słyszała łopot płaszcza, poruszanego przez wiatr... Uśmiechnęła się lekko. Była zła? Tak, można to było tak nazwać. Aoshi pozostawił ją, nie wytłumaczając swego "zrywu"... A ona chciała tylko poznać prawdę.

Napisał/a wkurwiona Misao XD 2005-08-12 11:43:32
||skomentuj (4)

Po wyczerpującej wizycicie w sałnie,Kenshin wykończony ciągłą rozmową z Sano wszedł do swojego pokoju w którym już czekał Yahiko.
-Co się stoło Yahiko?-spytał zaspanym głosem Kenshin,ziewając.
-A...Kaoru kazała ci przekazać że nie zostawiła dla was kolacji...masz szczęście.Dziśiaj była spalona ryba i surowe tofu.-Yahiko urwał bo nagle rozległy się krzyki.
-Gdzie jest moja kolacja?!-wrzeszczał Sano.
-A zarabiaj i rób soobie sam ty darmozjadzie!-Kaoru już goniła sano z bambusem.
-A to ci...idę spać.Powiedz Kaoru że jutro robię pranie.-Kenshin nic ni mówiąc Ponaglił Yahiko do łóżka.
-Wreszcie mogę się przespać.-Westhnął Kenshin-Z nimi nigdy nie ma spokoju...
I zasnął.
Na zajutrz.
-KENSHIN!!Wstawaj ty leniu!musisz iść po ryż.-Kaoru trzęsła Kenshinem i z caqłeś siły walnęła nim w ścianę.Nic.Cisza.KEnshin się nie budzi.
Nagle przychodzi Aoshi.Widzi martetowanego Kenshina i podchodzi,żeby go wybawić od tej furiatki Kaoru.
-Kenbshin Aoshi tutaj idzie...-KKaoru już zaczynała panikować gdy nagle Kenshin się obudził w ramionach Kaoru.Był mocno zdziwiony i zawstydzony,a Yahiko nabijał się i nabijał,gdy nagle podszedł Aoshi.
C.D.N

Napisał/a Kenshin i wielkie przygotowania 2005-06-18 12:58:39
||skomentuj (11)
Sano szadł ciemna i mała uliczka XD szedł tak i szadł.. az doszedł do kolejnego dojo z kośćmi ^o^ siadł i przyłąxczył się do gry
-... słyszeliście co było?-usłyszał od jednego z grajacych-podobno temu słynnemu kenshinowi znowu groził ten Shinomori! szykuje sie kolejna bijatyka!
-oho! sorry chłopaki musze leciec-sano zrobił słynny uśmieszek zgarnął kase i szybciutko pobiegł do dojo Kaoru! wpadł pomiędzy bijące się dziewczyny..
-Te Kaoru!-sano rozdzielił żrące sie nawzajem dziewczyny- gdzie jest Kenshin?
-Pewnie na zakupach albo pierze.. a co?
-Aoshi wropcił-zanucił cały heppy Sano. Kaoru ścisnęła kartkę w ręku i napadła na Sanosuke.
-zakaz tykania mojego kenshinka! I lepiej powiedz temu całemu Aoshi'emu by się wreszcie od niego odcyndolił!!
-dobvra dobra!
Sagara zrezygnowany wyszedł poza teren dojo depcząc po leżącym na ziemi Yahioko^^ ledwie co znalazł się za zasięgiem wzroku kaoru zaśmiała się drwiąco..
-no to zaczynasię robic ciekawie..-mruknął cicho i podszedł do kenshina [wracającego z zakupów notabene]
-witaj Ken-kun!!!
-oro?
-Co teraz porabiasz?
-oro??
-dobra przygatuj sie przed bijatyka^^
-oro???
-idziemy do sauny ^o^
-oro????
I tak Sano zabrał Kenshina zdala od kaoru ;] szykuję się niezły pojedynek ^^

Napisał/a Sano Wielki powrót ^___^ 2005-06-09 19:50:37
||skomentuj (6)

Shinomori szedł przed siebie. Mijał ludzi nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem. Z krótkiej walki nie wyniósł nawet najmniejszego zadrapania.
Wrócił myslami do Misao. Walczyła tak samo jak Hannya kiedys, ale jeszcze wiele musiała nadrobic. Westchnął cięzko i schował ręce do kieszeni. Dlaczego jej nadal broni? Przeciez sprzymierzyła się z wrogiem. Przechodził obok Kamiya dojo. Niezmienna częsc krajobrazu- dwie wrzeszczące dziewuchy. Nie czekając na zaproszenie wszedł na teren dojo. Mały chłopiec tarzał sie po ziemi, ale chyba go zauwazył bo szybko wstał i podbiegł do jednej z dziewczyn zeby jej cos powiedziec. Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem, ale Aoshi nie zamierzał rozmawiac. Wręczył jej jakąs kartkę
-oddaj to Battosai'owi kiedy wróci- powiedział bez emocji po czym powoli ruszył spowrotem do wyjscia. Kątem oka wyłapał jeszcze wracającą do domu Misao. Sprawiała wrazenie jakby chciała mu cos powiedziec i nawet zrobiła krok w jego stronę, ale męzczyzna zniknął w tłumie przechodniów.

Napisał/a Aoshi 2005-06-04 19:41:30
||skomentuj (14)

Misao wyszła, ziewając przeciągle, przed dojo. Od razu natknęła się na wrzeszczącą Megumi i Kaoru- dziewczyny sprzeczały się, wymachując rękoma; młody Myjoin stał obok,
a właściwie leżał na ziemi, tarzając się ze śmiechu. Kłótliwe panny rzuciły mu mordercze spojrzenie i powróciły do pierwotnej "czynności".
-Uciszcie się... Ten jazgot obudziłby nawet trupa. -prychnęła czarnowłosa; niewyspana i zła, pozostawiła sprzeczające się dziewczyny, w bramie napotykając Kenshina.
-Ohayo, Ken-san... -znów ziewnęła, machając dłonią. -Uważaj, rozpętało się istne piekło.
-Oro? -rudzielec zrobił zdziwioną minę, gdy młoda ninja minęła go z "przymuloną" miną.
***
Na brzegu rzeki, w której czystej, niezmąconej tafli odbijało się słońce, stał Aoshi. Spoglądał przed siebie, rozmyślając. Obiecał sobie, iż dokona zemsty na Battosaiu... Ta chwila nadeszła- pora, by z czystym sumieniem umieścił na grobach towarzyszy napis "Niezwyciężeni".Westchnął ciężko i ruszył w stronę miasta; był pewien, iż tym razem uda mu się pokonać samuraja.
Nie przypuszczał, iż nawet rankiem, uliczki Tokyo są tak zatłoczone. Bez problemu przedzierał się przez "ludzką falę"; jego oczy rzucały spokojne, acz straszne, spojrzenie.
***
Makimachi powoli poruszała się po targu; okrzyki, mieszające się ze sobą, drażniły jej uszy.
-Mogliby się tak nie wydzierać... Chyba dziś mam zły dzień. - fuknęła z dezaprobatą, gdy poczuła, iż sakiewka z monetami, którą nosiła przy pasie, powoli zsuwa się w dół. Obróciła się gwałtownie, w jednej chwili rzucając się w pogoń za złodziejem.
-Oddawaj moje pieniądze! -ryknęła, doprowadzona do szału. Szybko wyciągnęła swoje kunaie i rzuciła jednym z nich w stronę uciekającego- chybiła o kilka milimetrów.
-Kurna... -syknęła, znikając za "ofiarą" w jednej z wielu uliczek. Biegnąc w jej głąb, stopniowo zwalniała kroku. Okazało się, iż trafiła na ślepy zaułek.
-Hehehe... Panienko, czego tu szukasz? -zadrwił złodziej, stojący za jej plecami.
-Oddawaj natychmiast to, co mi... -czarnowłosa zamilkła, widząc "przyjaciół" mężczyzny. Grupka mięśniaków, wyglądających na niezbyt spokojnych. Dziewczę zaklneło pod nosem:
-Super... Cholera, jest świetnie...
-Minka ci zrzedła, paniusiu. Co się stało? Nie jesteśmy tak przystojni, jak ci się wydawało? -zażartował jeden z osiłków. -Chłopaki, musimy ją nauczyć, co to dobra zabawa!
Jego towarzysze przytaknęli głośno.
Misao w jednej chwili rzuciła się ku nim, poruszając się cicho i zwinnie, niczym kot. Zanim osobnicy się zorientowali, kilku leżało już, ogłuszonych.
-Ty gówniaro! Nauczymy cię posłuszeństwa! - mężczyzna wyciągnął wakizashi i skoczył ku ninja. Tamta zdążyła uchronić się przed ciosem, sama zadając silnego kopniaka napastnikowi.
- Już mi nie uciekniesz... -dziewczyna zaczęła się nagle dusić; nie zauważyła pewnego mięśniaka, który skorzystał z jej nieuwagi; teraz, trzymając ją za szyję w swych rękach, zaśmiewał się głośno. Siły opuszczały powoli ciało panny, wiotczała z każdą chwilą. Reszta kompanów zdążyła się podnieść, chociaż wciąż nieco szumiało im w głowach. Widząc bezbronną, wiszącą niczym kukła Misao, ryknęli gromkim śmiechem.
- Tchórze... Nie dość, że walczycie niehonorowo, to jeszcze macie liczebną przewagę... -z dachu budynku zeskoczył jakiś mężczyzna. Grzywka opadała mu na oczy, lecz sama jego postać wzbudzała dreszcze.
***
Aoshi rzucił napastnikom szatański uśmiech i... zniknął.
-Gdzie podział się ten skurczybyk? -wtem na mężczyzn polała się, ciepła jeszcze, krew. Nieznajomy skoczył zza pierwszego trupa ku reszcie. Po chwili ziemię zaściełały blade, zakrwione ciała. Wyswobodozna dziewczyna zdążyła złapać głębszy oddech; siedziała, lekko zdezorientowana, spoglądając niemrawo na Shinomoriego.
-Aoshi... Aoshi-sama... -wybełkotała, gdy czarnowłosy pochylił się nad nią.
-Wstyd mi za ciebie. -odpowiedział, a jego oczy, niczym lód, zmroziły dziewczę od środka. Jego głos przybrał suchą, nieprzyjemną barwę. - Myślałem, że czegoś się nauczyłaś i godnie będziesz reprezentować swych towarzyszy, Makimachi.
-Ale... Nie zauważyłam, oni... -mężczyzna wyprostował się i ruszył w swoją stronę. Misao oniemiała ze zdziwienia. -Panie... Panie Aoshi... Dziękuję...
-Nie dziękuj; gdybyś umiała walczyć, nie znalazłabyś się w tak beznadziejnej sytuacji.
Czarnowłosa spuściła głowę, powoli wstając z ziemi. Podniosła nasiąknięta krwią sakiewkę i z łzami w oczach postanowiła wrócić do dojo.


Napisał/a Misao & Aoshi 2005-06-04 18:52:47
||skomentuj (2)

Następnego dnia Yahiko i Kaoru ciężko trenowali, bo Kaoru musiała się na kimś wyżyć (dlaczego Kenshin poszedł na ryby,a Sano pograć w kości??).Kaoru rozmyślała o Kenshinie- oczywiście,bo o kim tu rozmyślać? Nagle Kaoru straciła równowage i... *gleba*
-Jędzo, co ty robisz?? Ja chce trenować z ludźmi, a nie z kukłami!- skośnooki wystawił język.
-Ja ci tu dam kukły!A masz!Ty mały lilipucie!
W pościgu Yahiko "przypadkowo" wpadł do pokoju Megumi i zdrętwiał.Dziewczyna stała przy toaletce i gadała sama ze sobą!
-Ahh,jak chciałabym mieć Ken-sana!!
Yahiko zaczął się śmiać,aż Megumi się odwróciła.
-CO TY TU ROBISZ!!!!!I dlaczego nie pukałeś??!!
*ŁUP*
Yahiko dostał toaletką, a Kaoru gapiła się i w jednej chwili zaatakowała Megumi swoim bambusowym mieczem, krzycząc:
-Kenshin jest mój, ty lisico!
W tej chwili na teren Dojo wszedł Kenshin.
-Otto?
Lecz zamiast odpowiedzi usłyszał krzyki Megumi i Kaoru:
-Ken-san jest mój!
Kenshin niewiedząc o co chodzi, poszedł rozwiesić pranie.

Napisał/a Yahiko 2005-05-02 20:28:33
||skomentuj (7)

Megumi zdenerwowana wykopała Kaoru z pokoju gdzie leżał Kenshin. Ech... Z Sano mógł byc mały problem
- Wyjdź - wypowiedziała przez zęby
- Nie - zaczął się z nią droczyć
- Powtarzam, wyjdź - cierpliwość powoli uciekała
- Nie, bo założę się, że zrobisz mu coś "nieodpowiedniego" - powiedział torując wyjście
- A czego ty się boisz? Przecież tobie się nic nie stanie... - Zanza przejrzał jej plany, więc po co się dalej kryć?
- Bo Kaoru się później na mnie wyżyje T-T - dodał. Megumi-san dychnęła i ze zrezygnowaniem rzekła
- No dobrze, pójdę do miasta po potrzebne leki.. - po czym opuściła dojo kierując się do centrum.
Po drodze zobaczyła duże zgromadzenie, więc bez wahania podeszła do zebranych ludzi i ujrzała... Na tablicy ogłoszeń wisuała kartka o festynie! Lisicy zatańczyły iskerki w oczach
- Tożto doskonały moment na zdobycie Ken-sana ^-^ - powiedziała cicho sama do siebie. Zabawa miała się udbyć nastepnego dnia wieczorem... Trzeba z siebie zrobić bóstwo ;)

Napisał/a Megumi 2005-04-23 13:55:33
||skomentuj (1)
Sano wszedł do Dojo. Z Kenshina uleciało juz troche krwii^^ Kaoru biegała po Dojo w poszukliwaniu czegos czym mogła by go ocucić. Yashiko wrócił z lodem i obłożył Kenshina. kaoru przyniosła patelnie >ŁUP!!<
-tak go raczej nie obudzisz-mruknął Sano i przyprowadził Megumi. Ta zaczęła obkładac go maściami itd. kenshin otworzył oczy.
-Kenshin!!!-krzyknęła Kaoru i uściskała (dusiła;) ex szermierza zabójce.
-Otto?!@_@
-obudził się-stwierdził Sano i uśmiechnął się chytrz-No to idziemy pograć w kości^^
-otto?!@_@?
-Sanosuke-kaoru potrafi byc grożna^^'''-zostaw Kenshina w spokoju!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
szarp, szarp. kaoru trzymała jedną łapkę Kenshina a Sano drugą.
-Otto?! otto?!
-Zostawcie go!-przerwała tą jakże interesująca kłutnię Megumi i położyła Kenshina na ziemi-On potrzebuje spokoju!
-taa-mruknął sano-z kaoru to on tego mieć nie będzie..
-SAGARA!!-kaoru chwyciła miecz i >Łup< sano zasłonił się Kenshin'em
-Ot...-Ken-san znowu zemdlał-_-'''

Napisał/a Sano 2005-04-10 19:59:38
||skomentuj (7)




Layout © Sher.
Blog & RPG © Indrani.